In article ,
Marek Piasecki wrote:
> Andrew Golebiowski wrote:
> > Bo w mojej 12 letniej praktyce jako
architekt oprogramowania nie
> > zdarzylo mi sie miec do czynienia z projektem, ktory mozna bylo
> > wykonac w cztery dni.
> i co najwazniesze zdazylo mu sie tworzyc spore aplikacje w 2-5 dni
> (oczywiscie bazowal na kodzie wczesniej przez siebie uzytym w innych
> programach i raczej malo spal :-)) I zajmuje sie tym od 25 lat okolo.
> Moze 12 lat to jeszcze zbyt malo?
Zgubiles kontekst. Ja pisalem w kontekscie zastapienia hipotetycznego
specjalistycznego oprogramowania wartosci 5,000 dolarow owocem
czteromiesiecznego wysilku programisty nad napisaniem czegos, co
spelnialoby podobne funkcje - choc zapewne ograniczone w swojej
elastycznosci.
Zreszta przyklad powyzszy to raczej tworzenie kolejnej ODMIANY
instniejacej juz sporej aplikacji nie zas TWORZENIE sporej aplikacji.
Pisanie oprogramowania tylko do jakiegos punktu poddaje sie podstawowym
regulom matematycznym, tzn. jezeli stworzenie czego wymaga powiedzmy 100
dni roboczych jednego czlowieka, to moze da sie tego zrobic w 25 dni
zatrudniajac 4 osoby, nie da sie natomiast w jeden dzien angazujac 100
ludzi. Jest to trywialna prawda, ktorej respondent piszacy o 4 dniach po
prostu nie rozumie.
> No i oczywiscie sa programy i PROGRAMY i tych drugich w 4 dni sie nie
> napisze.
Jest jeszcze proces, lub Proces - jak kto woli. I dzielo powstale w
wyniku procesu ktore, sklada sie z kilku(nastu) elementow wsrod ktorych
exec jest tylko jedna pozycja. Proces mozna pominac w sytuacji takiej
jak Twoj ojciec piszacy dla siebie, jakkolwiek od pana Kruka ja bym
procesu wymagal z tej prostej przyczyny, ze pisalby on nie dla siebie,
ale dla mnie i jak chcialbym cos w programie zmienic, a pana Kruka nie
bylo pod reka, to znalazbym sie z przyslowiowa "reka w nocniku". Prosze
mi wierzyc, reverse engineering jest zajeciem malo zabawnym, szczegolnie
jak trzeba go robic nad programem pisanym przez "speca" zamroczonego
przeswiadczeniem o swojej wlasnej wielkosci.
> > Pan to robi caly czas - znaczy spiera sie o rzeczy o ktorych ma Pan
> > blade pojecie. "Hello world" juz sie nie pisze na zadnym kursie nikt
> > nie zamierza wywazac drzwi, ktore wielokrotnie wczesniej inni
> > otwierali.
> Teraz tylko "Hello word, I'm JanB"? ;-))
Znowu poza kontekstem. Oslawione "Hello world" sluzy nadal jako
doskonala ilustracja podstawowego wejscia/wyjscia. Na normalnym kursie
poswieca sie na to okolo 2 minuty czasu. Napewno nie jest to cel
cwiczenia dla studentow. Ja osobiscie wolalem "My name is Bond... James
Bond". Zawsze to jakas odmiana w nudnym swiecie programowania, czyz nie?
> Pozdrawiam
> Marek
Odwzajemniam
Andrzej
Sent via Deja.com http://www.deja.com/
Share what you know. Learn what you don't.