Tak tak. Brak mi slow, aby opisac to co mnie spotkalo. Nie bede sie wam
uzalal, ale dzisiaj jestem strasznie elektryczny po wczorajszym incydencie,
wiec moj potencjal zlosci po krotce rozladuje tutaj.
Frajerowi ktory urzadzil sobie parkiet do tanczenia z maski i dachu mojego
groszka polamalbym najchetniej noge, ktora pierwsza postawil na pokrywe
bagaznika, a odjebal siekiera te ktora skakala po dachu.
Nie potrafie inaczej sobie tego wytlumaczyc, ale sadze ze byl to czyn typowo
spontaniczny; ot tak po prostu, zeby koledze zaimponowac.
Nic z auta nie zginelo. Jest tylko wgnieciona maska, z ktorej odszedl
lakier jak probowalem odbic 10 cm wgniecenie.
dach mial jeden wgniot
srednicy 30-40 cm, drugi mniejszy, ale rowniez "wrocil" w swoje miejsce.
Jednak pozostaly falbany na dachu, ktorych ciezko sie pewnie z profilu
dachowego bedzie sie pozbyc.
Dachu nie fotografowalem, ale maska wyglada teraz tak:
http://halabala.prv.pl/temp/parkiet1.jpg
http://halabala.prv.pl/temp/parkiet2.JPG
http://halabala.prv.pl/temp/parkiet3.JPG
Reasumujac. Auto do malowania pojdzie cale.
Jestem taki wkurwiony.
--
Pozdrowienia
HalaBala
www.halabala.prv.pl
606839340
halab...@irc.pl