aktualnie w tygodniku Glos http://www.glos.com.pl/06publ/publ.htm#gora do
konca tygodnia
GLOS NR 8 (866) 24 luty 2000
Jedwabne a mordowanie Polakow i inne zbrodnie na Kresach 1939-1941 (II)
A Zydzi calowali sowieckie czolgi...
Na wstepie tego odcinak chcialbym przeprosic czytelnikow GLOSU za niedosta
tecznie dokladne poinformowanie o tresci wlasnie rozpoczynajacego sie cyklu
moich artykulow w "Niedzieli". Bedzie on mowic nie o ponad 60 klamstwach J.
T. Grossa, a o "Stu klamstwach J. T. Grossa". Po dokladnym sprawdzeniu roz
nych nieprawd zawartych w pracach owego autora doliczylem sie grubo ponad
stu zafalszowan, ze wzgledow objetosciowych przyjmujac ograniczenie do sku
pienia sie na stu jego falszach.
Szokujace wprost sa rozmiary cynizmu i hucpiarstwa tego zydowskiego socjol
oga z USA w zafalszowywaniu prawdy o historii Polski i stosunkow polsko-zy
dowskich. Gross w swych najnowszych ksiazkach konsekwentnie upowszechnia w
izje dwoch przeciwstawnych narodow: Zydow, jako "aniolow" wciaz padajacych
ofiara zyjacych obok nich "fanatycznych i ciemnych" Polakow, ktorzy jako n
arod sa wspolwinni zaglady Zydow. W tym samym czasie Gross stara sie urabiac
mit o rzekomej bardzo czestej kolaboracji Polakow z Niemcami i rownoczesnie
maksymalnie wybielac postawy Zydow wobec Sowietow na Kresach w latach 193
9-1941.
Zarowno w wydanej w 1999 r. Upiornej Dekadzie jak i w wydanych w 2000 r. S
asiadach Gross idzie doslownie w zaparte dla zaprzeczenia faktom o kolabor
acji Zydow. W "Sasiadach" (s. 104) pisze, ze entuzjazm Zydow na widok wcho
dzacej Armii Czerwonej nie byl zgola rozpowszechniony i nie wiadomo na czym
mialaby polegac wyjatkowosc kolaboracji Zydow z Sowietami w okresie 1939-1
941. W Upiornej Dekadzie (s. 68) maksymalnie pomniejszajac rozmiary zydows
kiej kolaboracji twierdzi, ze nawet kilka osob autentycznie szczesliwych m
usialo sie wyrozniac na tle ogolnej atmosfery strachu i przygnebienia. Naj
bardziej groteskowo brzmi twierdzenie Grossa (Upiorna Dekada, s. 66): Zydzi
wystawiali wprawdzie bramy triumfalne na czesc wchodzacych wojsk sowieckich
(a robili to nagminnie - J.R.N.), ale czynili to najczesciej ze strachu. D
ziwne tylko, ze wszystkie inne nacje na Kresach nie poddawaly sie jakos temu
uczuciu strachu z takim nieklamanym entuzjazmem jak Zydzi. Sa na ten temat
doslownie tysiace swiadectw, w tym bardzo wiele swiadectw Zydow, jak widac
duzo uczciwszych od Grossa. Przypomnijmy, ze tak wybitny przywodca Polskiego
Panstwa Podziemnego jak general Stefan Rowecki "Grot" pisal 25 wrzesnia 1941
r.: Ujawnilo sie, ze ogol zydowski we wszystkich miejscowosciach, a juz w
szczegolnosci na Wolyniu, Polesiu i Podlasiu (...) po wkroczeniu bolszewikow
rzucil sie z cala furia na urzedy polskie, urzadzal masowe samosady nad fu
nkcjonariuszami Panstwa Polskiego, dzialaczami polskimi (...). (cyt. za A.
Zbikowski, Zydzi polscy pod okupacja sowiecka 1939-1941 w wydanych przez Z
ydowski Instytut Historyczny Studiach z dziejow Zydow w Polsce, Warszawa 1
995, t. 2, s. 63).
Jak wielki byl ten nieklamany prosowiecki entuzjazm Zydow najlepiej swiadc
zyl przyznawany niegdys przez Grossa (w Revolution from Abroad, Princeton
1988) fakt, ze tylko Zydom na Kresach przytrafial sie dosc szczegolny nawy
- calowanie sowieckich czolgow. W zadnych relacjach nie ma bowiem informa
cji, by jakikolwiek Ukrainiec czy Bialorusin splamil sie az takim prosowie
ckim serwilizmem. Jak pisal Gross (Revolution...., op. cit. s. 29) "calowano
nawet czolgi. Zydzi jak sie wydaje mieli predylekcje do calowania czolgow,
jakos nikt nie wspomina, by robili to Ukraincy czy Bialorusini". Swoiste z
boczenie "czolgowe".
Antypolska dywersja
Czy rzekomymi uczuciami strachu przed Sowietami da sie wytlumaczyc udzial
licznych grup zbolszewizowanych Zydow na Kresach w zbrojnej dywersji przeciw
armii polskiej we wrzesniu 1939 r. Przypomnijmy tu, ze byla to wowczas jed
yna armia stawiajaca zbrojny opor niemieckim nazistom. W wydanej w 1999 r.
ksiazce Przemilczane zbrodnie. Zydzi i Polacy na Kresach 1939-1941 szerzej
pisalem o rozmiarach tej zydowskiej dywersji (m. in. w Grodnie, Skidlu, Ro
zyszczach, Skalacie, Kolomyi, Izbicy, Lubomlu). Ostatnio zdradziecka dywer
sje zydowska na Kresach napietnowal historyk prof. Tomasz Strzembosz w tek
scie Przemilczana kolaboracja ("Rzeczpospolita" z 27-28 stycznia 2000, akc
entujac, ze Zydzi podejmowali akty rewolty przeciw panstwu polskiemu, zajm
ujac miejscowosci, tworzac tam komitety rewolucyjne, aresztujac i rozstrze
liwujac przedstawicieli polskiej wladzy panstwowej, atakujac mniejsze lub
nawet calkiem duze (jak w Grodnie) oddzialy WP. Prof. Strzembosz powolal sie
przy tym na wyniki najnowszych badan innego historyka Marka Wierzbickiego,
ktory w swym tekscie pisze m. in. o owczesnych dwudniowych walkach o pobli
ski Skidel, o zydowskich rebeliach w Jeziorach, Lunni, Wiercieliszkach , W
ielkiej Brzostowicy, Ostrynie, Dubnie, Dereczynie, Zelwie, Motolu, Wolpie,
Janowie Poleskim, Wolkowysku, Horodlu i Drohiczynie Poleskim. W tych miejs
cowosciach nie widziano ani jednego Niemca - wystapienia skierowane byly p
rzeciwko panstwu polskiemu. Byla to kolaboracja z bronia w reku, staniecie
po stronie wroga, zdrada dokonana w dniach kleski. (Podkr. - J. R. N.). W
majacej sie ukazac w najblizszym czasie mojej dwutomowej ksiazce Polacy i
Zydzi na Kresach 1939-1941 przytocze rowniez jeszcze inne przyklady antypo
lskiej zydowskiej dywersji w roznych miejscowosciach. Ogarnela ona bardzo
znaczace obszary Kresow, stanowila prawdziwy cios w plecy polskiej armii.
Dlaczego o tym wszystkim tak skrzetnie milczy Jan Tomasz Gross, skrajny wy
bielacz postaw Zydow na Kresach? Jak widac prawda historyczna nie ma dla n
iego zadnego znaczenia. Licza sie tylko antypolskie uprzedzenia i znieslaw
iajaca propaganda.
Jednym z najbardziej oburzajacych przejawow prosowieckiej kolaboracji czesci
Zydow na Kresach bylo dopuszczenie sie przez nich rozlicznych mordow na po
lskich oficerach, zolnierzach i cywilach. Wspomina o tym prof. Strzembosz w
cytowanym artykule. Ja pisalem na ten temat juz ponad poltora roku temu w
odrebnym rozdziale ksiazki Przemilczane zbrodnie. Nie bede wiec tu opisywal
niektorych szerzej relacjonowanych tam mordow na Polakach. By przypomniec
chocby opisana tam historie zamordowania przywodcow studenckich na Politec
hnice Lwowskiej za rzekomy antysemityzm, czy wymordowania dominikanow z kl
asztoru w Czortkowie, bestialsko zabitych przez zydowskich enkawudzistow. W
obecnym artykule skupie sie glownie na niektorych nowych przykladach mordow
zbolszewizowanych Zydow na Polakach, ktore zebralem do majacej sie wkrotce
ukazac wspomnianej dwutomowej ksiazki o Polakach i Zydach na Kresach w lat
ach 1939-1941.
Po 17 wrzesnia: zamordowani oficerowie
Ryszard Pedowski, szwagier autora cennego dziela o Polsce w drugiej wojnie
swiatowej Poland s Holocaust - Tadeusza Piotrowskiego, przytoczyl fakt zam
ordowania dwunastu polskich oficerow przez Zydow w Grabowcu (powiat Hrubie
szow, woj. lubelskie). Wedlug Pedowskiego polscy oficerowie zostali zamord
owani w piekarni bogatego Zyda grabowieckiego, zwanego Pergamen. Nastepnie
inny Zyd, znany w miejscowosci jako "Kuka" (woziwoda) przetransportowal ci
ala dwunastu polskich oficerow na cmentarz i tam zostawil je w rowie. Ciala
zamordowanych nie mialy nic na sobie poza bielizna. Gdy je znaleziono na c
mentarzu nastepnego dnia, mieszkancy zapewnili zamordowanym chrzescijanski
pogrzeb. Poxniej doszlo do otrucia "Kuki" jako potencjalnego niewygodnego
swiadka. Wedlug Ryszarda Pedowskiego zarowno dwunastu polskich oficerow, jak
i woziwode zamordowali miejscowi biedni grabowieccy Zydzi, sympatyzujacy z
komunistami (wg T. Piotrowski, Poland s Holocaust, Jefferson, North Carolina
1998, s. 55).
Profesor Tadeusz Piotrowski akcentowal, ze sprawa grabowieckiej zbrodni na
polskich oficerach powinna byc poddana szczegolowemu sledztwu. Zapytajmy w
iec, czy zajal sie juz nia, albo kiedy sie nia zajmie Instytut Pamieci Nar
odowej?
Sprawa zbrodni w Grabowcu o roli otrutego swiadka zbrodni - Zyda "Kuki" zo
stala poddana rowniez w nadeslanej do mnie relacji Boleslawa Boratynskiego z
Grabowca. Podkreslal on, ze przyczyna zlikwidowania "Kuki" bylo to, ze on
rozpowiadal o calej sprawie, i uskarzal sie, ze dostal za malo pieniedzy za
swe uslugi w zbrodni (wg relacji B. Boratynskiego z 30 grudnia 1999, znajd
ujacej sie w moim posiadaniu). Boratynski akcentowal w swej relacji, ze fa
kty o zbrodni na polskich oficerach sa znane i pamietane przez mieszkancow
Grabowca.
Istnieja rozliczne rozproszone informacje informujace o przejawach brutaln
ego traktowania polskich oficerow i zolnierzy (az do zabojstw wlacznie) ze
strony zbolszewizowanych Zydow. Na przyklad Julian Grzesik pisal w wydanej
w 1989 roku w Lublinie ksiazce Alija o martyrologii Zydow europejskich, iz:
Znane byly przypadki rozbrajania przez Zydow polskich zolnierzy, a niekiedy
nawet ich zabojstw. O zabojstwie w 1939 r. sierzanta, ktory odmowil oddania
broni Zydowi, piszacy te relacje posiada informacje z pierwszej reki. J. K.
Kuncewicz wspomnial na lamach Tygodnika Kulturalnego 7 maja 1989: 23 wrzes
nia zostalismy otoczeni przez czolgi sowieckie i przepedzeni do mlyna w Hr
ubieszowie. Otoczeni przez miejscowych milicjantow-Zydow, ktorzy w sposob
bardzo ordynarny wykazywali, kto jest wladza (...) Gros oficerow i podofic
erow, ktorzy nie zaryzykowali ucieczki jest na wykazie katynskim. Wielu Zy
dow, nie tylko komunistow, zapelnilo wkrotce etaty w sowieckiej administra
cji, pomagajac NKWD w wylapywaniu oficerow i pracownikow polskiej administ
racji.
Wstrzasajaca relacje wymagajaca dalszych archiwalnych potwierdzen, nadeslal
do mnie we wrzesniu 1999 ksiadz Pawel Piotrowski z Curitiby w Brazylii. Pi
sal w niej m. in.: Przez kilkanascie lat, pracujac w Rio de Janeiro, bylem
kapelanem kola tamtejszych Kombatantow Polskich - 9 PK. Przez dlugi czas ich
prezesem byl pan Janusz Pawelkiewicz. W 1939 roku dowodzil tylna straza je
dnego z polskich zgrupowan wycofujacych sie na poludniowy wschod. Nie moge,
niestety, przytoczyc tu dokladniejszych danych, ale wiem, ze znajduja sie
one w londynskim archiwum, ktore przez lata sporzadzano na podstawie zeznan
uczestnikow walk - zolnierzy polskich - na roznych frontach II wojny swiat
owej.
Wspominal, jak bardzo burzyl sie na widok transparentow na czesc wybawicieli
ze Wschodu, ktorzy jeszcze na te tereny nie wkroczyli. Oddzial, ktorym por.
Janusz Pawelkiewicz dowodzil, oderwal sie od glownych sil, pozostal w tyle,
tak, ze stworzyla sie luka miedzy nim a zasadniczymi silami. Widocznie ten
fakt wprowadzil w przekonanie mieszkancow Chelma, ze nie ma juz polskich s
il, ze wszystkie uciekly. Po wejsciu do miasta oddzial pana Pawelkiewicza
skierowal sie do miejscowej szkoly i zdumieni zolnierze znalexli tam scene
wstrzasajaca: na podlodze sali szkolnej lezalo dwanascie cial oficerow pol
skich przybitych do podlogi dlugimi gwoxdziami poprzez oczy i glowe. Zolni
erze znalexli woxnego i na pytanie: "kto to zrobil?", uslyszeli odpowiedx:
"Zydy". Na pytanie: "gdzie oni sa?", woxny odpowiedzial: "Tu, na tej ulicy
same Zydy mieszkaja".
Pragne dodac, ze pan Janusz opowiadal o tym wydarzeniu wobec swiadkow, a d
okladniejsze dane bedzie mozna znalexc we wspomnianych archiwum w Londynie
(...) (tekst nadeslanej do mnie relacji ks. Pawla Piotrowskiego byl drukow
any w dziale "Polski holocaust - relacje "Naszej Polski" z 15 wrzesnia 199
9).
Prezes Towarzystwa Przyjaciol Frampola Ryszard Jasinski przytoczyl w publi
kowanej przez niego relacji o "frampolskim wrzesniu 1939 r." fragmenty pam
ietnika Jerzego Czerwienca-Czerwinskiego, opisujacego tragiczne wydarzenie z
konca 1939 roku: 29 wrzesnia na posterunek, czy komende "Czerwonej milicji",
rowniez znajdujacy sie w szkole - dwoch Zydow doprowadzilo podchorazego WP w
stopniu plutonowego powracajacego zza Buga przez Frampol za Wisle. Tam urz
edujacy czlonkowie milicji z jej komendantem A. R. "Nuchymem" w czasie prz
esluchania zazadali zdjecia orzelka z czapki i zerwania naramiennikow z dy
stynkcjami plutonowego WP. Podchorazy odmowil - a kiedy komendant A. R. ch
cial mu je zerwac sila, atakowany podobno uderzyl "Nuchyma" w twarz. Rozws
cieczeni milicjanci zakluli podchorazego bagnetami, a najwiecej znecal sie
nad nim sam komendant. Tak zginal, nie na linii frontu od kuli wroga, ale
kainowa reka zamordowany plutonowy podchorazy WP Wincenty Panasiuk, student
Uniwersytetu Warszawskiego, urodzony w 1912 r. w Opatowie (...) W nocy, w
strachu przed mieszkancami Frampola, wywleczono zamordowanego na tzw. "ksi
eze pole" i w jego czesci polnocno-wschodniej (za obecna hydrofornia) wyko
pali dol i tam wrzucili zwloki, a dla zatarcia zbrodni zakryto je martwym
koniem (...) i dopiero potem zasypano ziemia, zacierajac dobrze slady (...).
Student Wincenty Panasiuk z Opatowa mial w przyszlosci zostac nauczycielem,
a jak na ironie zamordowano go w szkole we Frampolu (...) Po roku, gdy wyd
obywano zwloki zolnierza z dolu hanby, spod padlego z glodu ulanskiego kon
ia, gdzie ukryli go po "wieczne" czasy mordercy, mundur wskazywal na bardzo
liczne rany na ciele (cyt. za R. Jasinski, Frampolski wrzesien 1939 rok -
cd. w gazecie regionalnej Towarzystwa Przyjaciol Frampola "Wokol Frampola",
lipiec 1998, nr 3, s. 20, 21, 22).
Inzynier Michal Lawacz w nadeslanej do mnie relacji z 29 lipca 1999 r. opi
sal wstrzasajacy fakt zamordowania, doslownie na jego oczach, mlodego pols
kiego zolnierza przez grupe zydowskich milicjantow w Chelmie. Jak wspominal
inz. Lawacz: W dniu - nie pamietam juz ktorym - wjazd do Chelma czolgow ra
dzieckich przez przystrojone bramy z kwiatow itp. wykonane przez Zydow. Se
rdeczne witanie czolgistow, a nastepnie Soldatow przez Zydow. Zydow opanow
uje euforia. Nagle wszyscy Zydzi od wyrostkow do lat ok. 40 maja opaski cz
erwone na rekawach. Juz rzadza na ulicy jako milicja. Prawie wszyscy uzbro
jeni w karabiny, palki, bagnety, noze. Zadni krwi i mordu. Cel widoczny -
szukanie ofiary. Bylo to w godzinach popoludniowych, ok. godz. 18.00. Byli
smy swiadkami, jak zgraja okolo 10-15 wyrostkow zydowskich, zaatakowala ml
odego zolnierza na ulicy, ktora przechodzilismy - przy pomocy nozy, palek,
bagnetow. Kazdy Zyd chcial miec swoj udzial w mordzie. Napadli na niego cala
grupa, gdy szedl sam ulica. Stalo sie to okolo 50 do 100 metrow przed nami.
My tez szlismy w tym samym kierunku co ten zolnierz. Widzac to wszystko i
slyszac glosy zabijanego i Zydow poczulem sie slabo i zemdlalem. Ojciec wc
iagnal mnie do bramy kamienicy (...). Z bramy zaciagniety zostalem na klatke
schodowa, gdzie powoli odzyskiwalem przytomnosc (...) Obraz ten mam do dzi
siaj w pamieci.
Moznaby mnozyc przyklady podobnych jak powyzsze historii zabojstw Polakow
przez zbolszewizowwanych Zydow. Krzysztof Jasiewicz na przyklad wymienia, w
swej tak cennej pracy Lista strat ziemianstwa polskiego 1939-1956, Witolda
Rozwadowskiego (1912-1939), aresztowanego wraz z ojcem prawdopodobnie we w
rzesniu 1939 roku. Wedlug Jasiewicza Witold Rozwadowski zostal zamordowany w
wiezieniu w Oszmianie przez kolege Zyda (milicjanta w Oszmianie) (por. K.
Jasiewicz, Lista strat ziemianstwa polskiego 1939-1956, Warszawa 1995, s.
887).
Felicja Starosielec w przeslanej do mnie relacji z 21 sierpnia 1999 r. pod
awala, ze jej brat zostal zabrany z gimnazjum brzeskiego, aresztowany, osk
arzony i rozstrzelany przez milicje zydowska.
Za posrednictwem Tadeusza Kalinowskiego ze Skierbieszowa w powiecie zamojs
kim otrzymalem przeslane przez niego 22 sierpnia 1999 r. podpisane przez J
ozefa Chudzika z Majdana Sitanickiego zeznanie na temat okolicznosci zamor
dowania dwoch zolnierzy polskich okolo 17 wrzesnia 1939 roku. Zolnierzy ty
ch, idacych w umundurowaniu, bez uzbrojenia, zabila grupa uzbrojonych Zydow
w miejscowosci Wierzba na Zamojszczyxnie. Pan Chudzik, ktory sam byl swiad
kiem mordu na Polakach, powolywal sie rowniez na konkretne nazwiska innych
swiadkow wspomnianej zbrodni.
Janina Dlugosz-Adamowska w nadeslanej do mnie relacji z 15 sierpnia 1999 r.
opisujac tragedie swej rodziny mieszkajacej na Kresach, wspominala: Kuzynke
Marie ze Zborowskich wywieziono na Sybir, a meza Rudolfa zabili Zydzi w do
mu, we Lwowie (lekarz z zawodu, byly konkurent zawodowy i oczywiscie gnebi
ciel ucisnionych, bo pochodzenia hrabiowskiego).
Wladyslaw Zanczuk w nadeslanej relacji z 26 sierpnia 1999 r. opisal zbrodn
iczy mord, najwyraxniej w celach rabunkowych, dokonany na kobiecie-Polce i
jej dziecku przez patrol ukrainsko-zydowski w rejonie miejscowosci Wolynka w
paxdzierniku 1939 r. Zanczuk, we wrzesniu obronca twierdzy brzeskiej, zdolal
wraz z kolega Wladyslawem Schlichtynem wydostac sie z niewoli sowieckiej i
podazal ku Wlodawie wzdluz torow kolejowych Brzesc-Wlodawa. W swej relacji
tak pisal o tragicznym wydarzeniu, ktore zaobserwowali: Idac juz torami, na
wysokosci miejscowosci Wolynka zauwazylismy patrol w skladzie dwoch ludzi z
bronia na pasie (przedtem pisal, ze byl to patrol ukrainsko-zydowski - J. R.
N.), podazajacy sciezka do torow kolejowych (...). Z przeciwnego zas kieru
nku zblizala sie do nas kobieta z mala dziewczynka, ktora niesie pod pacha
bochenek chleba. Oceniajac na oko odleglosc, mogla wynosic okolo 120-150 m
etrow. Liczylismy, ze patrol wpierw spotka sie z kobieta.
Mimo wszystko, sytuacja troche nas niepokoi - postanowilismy troche zwolnic
kroku. - Widzimy jak patrol zatrzymuje kobiete z dzieckiem, rozmowy zadnej
nie slyszymy - po chwili dochodzi do dwoch strzalow (...) Kobieta z dzieck
iem zginela, bo byla Polka i miala futro (...) Chociaz bylo tak dawno, ale
wszystko pamietam, jakby bylo to dzisiaj, mieli nie wiecej niz 18-20 lat -
jeden byl Zydem, drugi Ukraincem.
Masakry wiexniow
Jedna z najczarniejszych plam w historii antypolskich dzialan zbolszewizow
anych Zydow w czasie wojny byl ich bardzo aktywny udzial w mordowaniu pols
kich wiexniow w czasie sowieckiego odwrotu po napasci na ZSRR w czerwcu 1941
roku. Chodzilo o mordy na masowa skale. Autorzy dokumentalnej pracy na ten
temat: Krzysztof Popinski, Aleksander Kokurin i Aleksander Gurjanow ocenia
li, ze w toku pospiesznej "ewakuacji" wiexniow zginelo od 20.000 do 30.000
polskich obywateli, glownie Polakow i Ukraincow. Zgineli zamordowani w wie
zieniach i w toku samej ewakuacji. Z kolei wedlug ocen Stanislawa Kalbarcz
yka w czasie czerwcowej "ewakuacji" z wszystkich wiezien sowieckich zginelo
razem okolo 50.000 do 100.000 ofiar. I tak na przyklad w wiezieniu w Lucku
przezylo masakre tylko 90 z okolo 2.000 wiexniow.
Ze wzgledu na zmasowany charakter mordowania polskich wiexniow (a takze uk
rainskich) w wiezieniach i w czasie "ewakuacji" w czerwcu 1941 roku, tym i
stotniejsze jest pelne zbadanie konkretnej odpowiedzialnosci zbolszewizowa
nych Zydow, uczestniczacych w roli katow w owych masakrach. A byla to rola,
niestety dosc znaczaca. Jak pisal Mark Paul w odniesieniu do zbrodni w cze
rwcu 1941 roku: Istnieje wiele autentycznych raportow o miejscowych Zydach w
sluzbie sowieckiej, uczestniczacych w egzekucjach wiexniow, przeprowadzonych
na szeroka skale przez sowiecka sluzbe bezpieczenstwa w owym czasie (por.
tekst M. Paula: Jewish-Polish Relations in the Soviet-Occupied Poland 193
9-1941, zamieszczony w ksiazce The Story of Two Shtetls, Bransk and Ejszys
zki, Toronto-Chicago 1998, cz. 2, s. 218).
W ksiazce Zbrodnicza ewakuacja wiezien i aresztow NKWD na Kresach Wschodnich
II Rzeczypospolitej w czerwcu-lipcu 1941 roku napisano miedzy innymi o udz
iale zbolszewizowanych Zydow w mordowaniu wiexniow w Lucku, Oszmianie i Wo
lozynie. We wspomnianej ksiazce wymieniono po nazwisku - w oparciu o wyniki
sledztw - niektore osoby narodowosci zydowskiej, ktore pelnily sluzbe w wi
ezieniach, gdzie popelniono masakry. Byli wsrod nich miedzy innymi Szloma
Szlut, Karp - kobieta narodowosci zydowskiej, Mohylow - Zyd-kierowca, Krel
ensztejn, rowniez narodowosci zydowskiej. Szczegolna brutalnoscia "wyroznily
sie" strzelajace do wiexniow ustawionych na dziedzincu wieziennym dwie Zyd
owki z Lucka: Blumenkranz, lat 20, corka wlasciciela sklepu obuwniczego z
ulicy Jagiellonskiej i Spiglowna (brak blizszych danych).
Poza udzialem w masakrach w Lucku, Oszmianie i Wolozynie, udzial zbolszewi
zowanych Zydow odnotowano miedzy innymi w mordowaniu Polakow w Czortkowie
(co juz wczesniej opisalem), w Tarnopolu, w okolicach Branska.
Ksiadz Waclaw Szetelnicki pisal, ze 21 czerwca 1941 roku wraz z wybuchem w
ojny niemiecko-sowieckiej, wycofujacy sie Sowieci wymordowali w wiezieniach
zamknietych tam Polakow i Ukraincow. Stwierdzono, ze w wiezieniu tarnopols
kim w mordowaniu brali udzial trzej Zydzi z Trembowli: dorozkarz Kramer, D
awid Kuemmel i Dawid Rosenberg (por. ksiazke ks. W. Szetelnickiego, Trembo
wla. Kresowy bastion wiary i polskosci, Wroclaw 1992, s. 213). W tym przyp
adku dokladne nazwiska zydowskich katow Polakow sa wiec dobrze znane. Pyta
nie, czy Instytut Pamieci Narodowej wszczal sledztwo w tej sprawie, a jesli
wszczal, to dlaczego wiadomosc o tym nie jest szerzej znana polskiej opinii
publicznej?
Szokujace informacje na temat zbrodni popelnionej przy wspoludziale Zydow na
40 Polakach z okolic Branska znajdujemy w publikowanym rok temu tekscie Zb
igniewa Romaniuka. Jego autor jest czlowiekiem znanym z niezwykle goracej
troski o pielegnowanie sladow zydowskiej przeszlosci w Bransku i o stwarza
nie mozliwosci prawdziwie glebokiego dialogu polsko-zydowskiego. Przejety
tymi ideami, kilka lat temu, nawet nazbyt naiwnie zaufal w dobre intencje
Mariana Marzynskiego, krecacego film "Shtetl", ktory poxniej okazal sie te
ndencyjnym paszkwilem polakozerczym. Tym godniejsze uwagi sa wiec stwierdz
enia Zbigniewa Romaniuka, oparte na prowadzonych przez niego badaniach his
torii miasta Branska w 1939 roku. Romaniuk mowil miedzy innymi: Glowna Kom
isja Badan Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu bada obecnie sprawe szokujac
ego mordu na okolo 40 osobach z Ciechanowca, Branska i otaczajacych je ter
enow. W czerwcu 1941 roku, doslownie na godziny przed wejsciem Niemcow do
Branska, sowieckie NKWD w towarzystwie dwoch zydowskich policjantow z Bran
ska eskortowalo wyzej wspomniana grupe do wiezienia w Bialymstoku. Po drodze
natrafili oni na dzialania wojenne i musieli zrobic odwrot. Blisko wioski
Folwarki Tylwickie, niektorych wiexniow rozstrzelano, innych z braku kul z
abito bagnetami i kolbami karabinow (por. tekst wywiadu W. Wierzewskiego z
Z. Romaniukiem, opublikowanego w ksiazce The Story... op. cit, cz. I, s. 2
6).
Romaniuk w odrebnym tekscie przytoczyl nazwiska niektorych osob zamordowan
ych 23 czerwca 1941 r. w Folwarkach Tylwickich. Byli wsrod nich miedzy inn
ymi nauczycielka Helena Zaziemska, nauczycielka Szlezinger (z domu Klukows
ka?) i przedsiebiorca, Ignacy Plonski.
Byla mieszkanka Kresow Wschodnich Maria Antonowicz pisala w nadeslanej do
mnie relacji z 15 sierpnia 1999 r. o udziale zydowskiej bojowki w mordowaniu
polskich wiexniow w Berezweczu. Wedlug jej relacji: Prawie wszystkich mezc
zyzn z naszego transportu (w tym mego ojca) przetransportowano do wiezienia
w Berezweczu (dawny klasztor) kolo Glebokiego i tu zaczela sie ich gehenna,
wolajaca na prozno o pomste do nieba. Wiemy o tym od mojej matki, ktora juz
nie zyje, tak jak wiekszosc z pokolenia rodzicow, ktorzy tyle mieliby do p
owiedzenia, a musieli milczec przez pol wieku i najcenniejsze fakty z zakr
esu "bialych plam" zabrali do grobu (...) Po wkroczeniu Niemcow otwarto br
amy wiezienia w Berezweczu. Miejscowi Polacy szukali swoich bliskich. Na t
erenie wiezienia zastali doly pelne okaleczonych trupow, powiazanych drutem.
Czesc cial nie posiadala konczyn, uszu, jezyka. Wszystko wskazywalo na to,
ze przed smiercia byli okrutnie torturowani. Wedlug relacji swiadkow mordu
dokonalo NKWD przy udziale zydowskiej bojowki. Wiexniow, ktorych nie zdazono
zamordowac (podobno okolo 2.000), pedzono na wschod (...) Na drodze kolo wsi
Nikolajewo NKWD wymordowalo cala kolumne wiexniow (...). Nie znam przypadku
ocalenia Polaka przez Zyda, a byla ku temu okazja w czasie okupacji sowiec
kiej i PRL. Za polski holocaust nikt nas nawet nie przeprosil (poza Niemca
mi). My, Kresowiacy stracilismy nie tylko swoich blixnich, ale takze domy,
ziemie, rodzinne pamiatki, caly dobytek i groby, ktore pokrywa niepamiec,
zeby wszelki slad po nas zaginal (...) Polacy znaja holocaust Zydow i "akcje
Wisla", a nie znaja "akcji Syberia". Polacy znaja mord kielecki a nie znaja
liczby ofiar naszych dzieci, ktore zginely na Syberii z glodu i zimna oraz
hekatomby ofiar zsylek, wiezien i lagrow sowieckich. A przeciez do tych of
iar przyczynili sie w duzej mierze Zydzi, wspolpracujacy z NKWD, a poxniej w
UB.
Podane przez pania Antonowicz informacje o szczegolnie okrutnym mordowaniu
polskich wiexniow w Berezweczu znajduja potwierdzenie rowniez w innych xro
dlach. Miedzy innymi prof. Ryszard Szawlowski pisal w swej znakomitej mono
grafii wojny polsko-sowieckiej 1939 roku o dopuszczeniu sie przez Sowietow
potwornych tortur wobec wiexniow polskich przed ich wymordowaniem, masakro
waniu, wydlubywaniu oczu, odcinaniu konczyn.
Wymienione tu przyklady stanowia zapewne tylko czesc znacznie szerszego bi
lansu morderstw popelnionych na Polakach w latach 1939-1941 przez zbolszew
izowanych Zydow. Sprawy te wymagaja szczegolowych, zmudnych badan i weryfi
kacji. Istnieja przerozne informacje o zbrodniach na Polakach, ktore wymag
aja dokladnego sprawdzenia i zarazem ujawnienia ich faktycznych sprawcow.
Oto kilka typowych przykladow takich spraw wymagajacych szczegolowego zbad
ania, z ktorymi zetknal sie w wyniku lektury publikacji ksiazkowych i pras
owych oraz nadeslanych do mnie relacji.
Byly mieszkaniec Lwowa w czasach wojny - Zbigniew Schultz, w skierowanym do
mnie liscie z dnia 28 marca 1996 roku, pisal o swych informacjach na temat
antypolskich dzialan wspolwlasciciela kamienicy, w ktorej mieszkal - mlode
go, zonatego Zyda o nazwisku Schechter (Chodzilo o kamienice we Lwowie przy
ulicy sw. Kingi 10). Wedlug listu Z. Schultza: wspolwlasciciel kamienicy S
chechter wraz ze swym bratem i matka mieli przed wojna duzy sklep spozywczy.
Po wkroczeniu 22 wrzesnia 1939 r. sowieciarzy do Lwowa rozpoczal on prace w
NKWD. Jego sluzaca, mloda Zydowka o imieniu Tinka, w tym czasie przychodzila
do nas i opowiadala, ze jej pan przychodzi czesto z pracy w pokrwawionej k
oszuli. Przekonywala nas, ze jej pan morduje wiexniow politycznych w wiezi
eniu lwowskim.
Wedlug wspomnien Wladyslawa Poboga-Malinowskiego: Pod Czortkowem zginelo s
miercia meczenska kilku oficerow i zolnierzy, napadnietych o swicie przez
komunistow, Ukraincow i Zydow (por. W. Pobog-Malinowski, Na rumunskim rozd
rozu (fragmenty wspomnien), Warszawa 1990, s. 9).
W. Pobog-Malinowski tylko informuje o zabojstwach na oficerach i zolnierzach
polskich, a niezbedne byloby uscislenie ich nazwisk i nazwisk sprawcow mordu
popelnionego na nich.
Innym przykladem sprawy wymagajacej szczegolowego zbadania jest wspomniana w
nadeslanej do mnie relacji z wrzesnia 1999 r. Tadeusza Maciejewskiego hist
oria mordu dokonanego przez Zydow w Raduniu na czterech Polakach. Zabity z
ostal wowczas miedzy innymi sasiad Maciejewskiego - Bierecewicz.
Mord w Brzostowicy Malej
Wazne nowe fakty o mordowaniu Polakow na Kresach przez zbolszewizowanych Z
ydow odslonil historyk Marek Wierzbicki w wydanej w 2000 roku w Warszawie
ksiazce Polacy i Bialorusini w zaborze sowieckim.
Wierzbicki pisal glownie o bialoruskiej kolaboracji z Sowietami, ale przyt
oczyl rowniez sporo informacji na temat zbrodniczych dzialan niektorych zb
olszewizowanych Zydow, mordujacych po 17 wrzesnia 1939 r. polskich oficerow,
urzednikow itp. Pisal np. na s. 116 swej ksiazki, iz w Sokolce szewc Golda
cki, Zyd, zastrzelil trzech policjantow. Tego samego dokonal kowal Abel La
bedych we wsi Bogusze 24 wrzesnia".
Szczegolnie wstrzasajace byly zawarte w ksiazce Wierzbickiego opisy niekto
rych mordow na Polakach, dokonanych przez zbolszewizowane bandy zydowsko-b
ialoruskie. Opisal m.in. (ss. 70-72) historie bestialskiego mordu dokonanego
na Polakach w gminie Mala Brzostowica przez bande komunistyczna, skladajaca
sie z Zydow i Bialorusinow i przewodzona przez zydowskiego handlarza Ajzika.
Zbolszewizowani bandyci obu nacji zamordowali wowczas hrabiostwo L. i A. W
olkowickich, ich szwagra oraz wojta gminy, sekretarza urzedu gminnego, kas
jera, listonosza i miejscowego nauczyciela. Polskie ofiary "napojono" najp
ierw wapnem, a nastepnie wrzucono do dolu z wapnem i zasypano, mimo ze wie
kszosc ofiar jeszcze zyla. Poxniej komunistyczni bandyci ugniatali miejsce,
gdzie wrzucono ofiary, nogami, poniewaz ziemia ciagle pekala. Robiono tak
dotad, az zniknely wszystkie szczeliny.
Jak pisal Wierzbicki: Z przytoczonej relacji wynika, ze zamordowanie Wolko
wickich musialo wydarzyc sie po przybyciu Sowietow do gminy Indura, co nas
tapilo miedzy 19 a 20 wrzesnia. Natomiast zgodnie z ustaleniami Krzysztofa
Jasiewicza, Wolkowiccy i pozostale osoby zostaly zamordowane w nocy z 17 na
18 wrzesnia. NKWD nie tylko nie ukaralo sprawcow zbrodni, lecz kilku z nich
wynagrodzilo przyjeciem do milicji (...) Sam Ajzik otrzymal stanowisko prz
ewodniczacego kooperatywu, co jeszcze bardziej wzmocnilo jego pozycje spol
eczna. (Tamze, s. 71-72; podkr. - J. R. N.)
Danilki, Swislocz, Tomaszowka...
Do licznych okrutnych morderstw na Polakach doszlo rowniez we wsiach Danil
ki, Aminowce, w Massalanach, Szydlowiczach i Zajkowszczyxnie. Zamordowano
tam soltysa wsi Danilki Sadowniczego, jego syna i brata, inzyniera Witolda
Berettiego (z pochodzenia Wlocha), zone i szwagierke dzierzawcy majatku Go
lnie Antoniego Kozlowskiego, a poxniej samego Kozlowskiego, dwoch lesniczych
z ordynacji Bispinga i zarzadce majatku Zajkowszczyzna - Apolinarego Jaxwi
nskiego. Wedlug ksiazki Marka Wierzbickiego dzialaniami grup elementow kom
unistycznych i kryminalnych, ktore dokonaly tych mordow mial kierowac zdan
iem swiadkow komitet rewolucyjny w Wielkiej Brzostowicy. Wierzbicki pisze o
dzialalnosci tego komitetu: Przewodniczyl mu Zyd nazwiskiem (lub moze o ps
eudonimie - J. R. N.) Zak Motyl, a czlonkami byli Zydzi, Bialorusini i jeden
Polak. (M. Wierzbicki: op. cit., s. 76).
Wierzbicki pisze rowniez (na s. 86-87) o zbrodniczych dzialaniach "rewoluc
yjnego komitetu" w miasteczku Zelwa, zorganizowanego po zbrojnej rewolcie
tamtejszej skomunizowanej ludnosci bialoruskiej i zydowskiej. W rezultacie
dzialan tego komitetu 21 wrzesnia 1939 roku rozstrzelano 12 Polakow. Wedlug
Wierzbickiego byc moze wlasnie wtedy zamordowano m.in. ziemianina Jerzego
Boladzia (przed wojna posla na Sejm) i proboszcza z Zelwy - ksiedza Jana K
rynskiego.
Z kolei (wg Wierzbickiego: op. cit., s. 87) w wyniku dzialan bojowek zydow
sko-ukrainskich wokol Swisloczy zamordowano m.in. nauczyciela spod Swisloc
zy; zaginal rowniez uprowadzony przez ta grupe zawiadowca stacji Swislocz.
Wierzbicki (op. cit., s. 98) przytoczyl rowniez dramatyczna relacje kupca
drzewnego narodowosci zydowskiej Jechiela Szlachtera z osady Tomaszowka po
wiatu brzeskiego. Opisywal on w niej zbrodnicza dzialalnosc band grasujacych
w okolicach powiatu lubomelskiego i brzeskiego po 17 wrzesnia 1939 roku, k
tore mialy na celu sianie terroru i dopuszczanie sie gwaltu na przybywajac
ych z okupacji niemieckiej. Wedlug Szlachtera: Bandy, ktore tam grasowaly
skladaly sie z Zydow, Ukraincow i Bialorusinow (...) Dzialalnosc tych band
polegala na niszczeniu uciekajacej z terenu niemieckiego inteligencji pols
kiej. Wedlug Szlachtera bandy zamordowaly wielka ilosc Polakow, ktorych ma
sowe groby znajduja sie w lasku sosnowym na drodze z Tomaszowki do Polenca i
w Szacku, 200 metrow od cmentarza.
Czy beda rozliczone zbrodnie na Polakach?
Wymienione tu przyklady wskazuja, ze w latach 1939-1941 doszlo do licznych
przypadkow mordowania Polakow przez zbolszewizowanych Zydow. Prawda o tym
powinna byc wreszcie ujawniona, zwlaszcza teraz, gdy probuje sie przedstaw
iac tak oszczerczy obraz Polakow jako narodu rzekomo mordujacego Zydow i "
wspolnikow Hitlera". Zdumiewa tak wielka pasywnosc okazana w tej sprawie po
1989 roku, najpierw przez Glowna Komisje Badania Zbrodni na Narodzie Polsk
im, a teraz przez Instytut Pamieci Narodowej. Czy wymogi lewackiej i filos
emickiej "poprawnosci politycznej" maja wciaz przeszkadzac w ujawnieniu mo
rdow popelnianych na Polakach przez Zydow i w ich sciganiu? Dlaczego mamy
unikac powiedzenia calej prawdy o nikczemnych mordach popelnionych przez z
bolszewizowanych Zydow na swych blixnich tylko dlatego, ze jakoby musimy s
zczegolnie uwazac na to, by nie urazic wrazliwosci Zydow jako ofiar holoca
ustu. My tez bylismy jako narod ofiara holocaustu, sam stracilem wtedy ojca,
ale jakos nikt, a zwlaszcza duza czesc Zydow, nie chce pamietac o naszych
cierpieniach i nie liczy sie z nasza wrazliwoscia. Nie tylko przemilcza sie
prawde o polskiej martyrologii, lecz wytacza sie przeciw nam coraz ohydnie
jsze kalumnie. Bylem i bede zawsze za zbadaniem wszelkich przejawow niegod
ziwosci popelnionych przez poszczegolnych Polakow wobec ludzi ze swego nar
odu czy wobec ludzi z innych narodow. Nie powinno byc poblazania dla pamieci
jakichkolwiek szmalcownikow, jakichkolwiek wspolnikow zbrodni w sluzbie kt
oregokolwiek ze zbrodniczych totalitaryzmow. Ale pamiec o polskich ofiarach
kaze nam raz wreszcie zadbac o nalezyte pokazanie zbrodni popelnionych na
Polakach przez przedstawicieli roznych narodow, bez roznicowania, czy poch
odza z narodow "lepszych" czy "gorszych", mniej czy bardziej "wybranych".
Nie moze byc dwoch miar. Przypominajmy i czcijmy pamiec oficerow polskich
zydowskiego pochodzenia i rabina Barucha Steinberga - ofiar zbrodni katyns
kiej. Pokazujmy jednak rowniez i odpowiedzialnosc zydowskich sledczych z K
ozielska czy Starobielska, gorliwie donoszacych na polskich oficerow za ich
"kontrrewolucyjny szowinizm" (vide meldunki H. A. Eljmana).
Najwyzszy czas, aby wreszcie przystapic do systematycznego zbierania swiad
ectw od ostatnich, jeszcze zyjacych swiadkow polskiego holocaustu, tego na
jbardziej przemilczanego holocaustu z rak sowieckich, dokonanego przy pomocy
zbolszewizowanych Zydow.
W ponad 60 lat po rozpoczeciu czarnej serii zbrodni na narodzie polskim, tym
niezbedniejsze jest podjecie apelu o przyspieszenie wyswietlania kulisow p
opelnianych wowczas zbrodni, badania tropow prowadzacych na slad ich wykon
awcow. Kazda informacja w tej sprawie powinna byc zbadana i nie lekcewazona,
poki jest szansa, ze mozna dotrzec do swiadkow tamtych tragicznych wydarzen.
Wielu swiadkow zbrodni popelnianych na Polakach wymarlo, niektorzy sa w po
deszlym wieku, tak jak 87-letni dzis Tadeusz Maciejewski, ktory nadeslal do
mnie informacje o zamordowaniu czterech Polakow w Raduniu. Najwyzszy czas,
by przyspieszyc badanie spraw popelnionych zbrodni.
Mord w Koniuchach - wiele relacji, nie ma winnych?
Zdumiewa, ze prezes Instytutu Pamieci Narodowej prof. Leon Kieres, majacy
dosc czasu na peregrynacje po Stanach Zjednoczonych i wydawanie pochopnych,
przedwczesnych oswiadczen przed zakonczeniem sledztwa, jak dotad nie podjal
publicznie sprawy masowych mordow na Polakach. Nie mysle tu tylko o masakr
ach popelnionych na wielu dziesiatkach tysiecy Polakow przez szowinistow u
krainskich, ale rowniez o masowym ludobojczym mordzie, popelnionym w 1944
roku na chlopach polskich ze wsi Koniuchy przez zydowskich partyzantow kom
unistycznych. A przeciez ustalenie sprawcow tego okrutnego mordu nie jest
szczegolnie trudne - paru z nich chlubilo sie swymi zbrodniczymi "dokonani
ami".
Chaim Lazar opisywal w ksiazce Destruction and Resistance (New York, Sheng
old Publishers, 1985, s. 174-175): Pewnego wieczoru stu dwudziestu partyza
ntow z wszystkich obozow, uzbrojonych w najlepsza bron, wyruszylo w kierunku
wsi. Bylo wsrod nich okolo 50 Zydow, przewodzonych przez Jaakowa Prennera. O
polnocy przybyli oni na kraniec wsi i zajeli odpowiednie pozycje. Rozkaz n
akazywal nie pozostawic ani jednej zywej duszy. Nawet zwierzeta domowe mialy
byc wybite, a cala wlasnosc zniszczona... Sygnal dano tuz przed switem. W
ciagu niewielu minut otoczono wies z trzech stron. Z czwartej strony byla
rzeka i jedyny most, ktory znajdowal sie w rekach partyzantow. Partyzanci, z
zawczasu przygotowanymi pochodniami, podpalali domy, stajnie i spichlerze,
otwierajac intensywny ostrzal domow... Polnadzy chlopi wyskakiwali z okien,
szukajac drogi ratunku. Wszedzie czekaly na nich jednak nieszczesne kule.
Wielu wskakiwalo do rzeki i plynelo nia ku drugiemu brzegowi, ale i ich ro
wniez spotka ten sam los. Misja zostala wypelniona w ciagu krotkiego czasu.
Szescdziesiat rodzin, liczacych okolo 300 ludzi, zostalo wybitych; nikt z
nich nie przezyl.
Przypomnijmy rowniez inny opis calej rzezi, znajdujacy sie w ksiazce zydow
skiego autora Izaaca Kowalskiego: A Secret Press in Nazi Europe: The Story
of a Jewish United Organization (New York: Central Guide Publishers, 1969,
s. 333-334), przytoczony rowniez w ksiazce Anthology of Armed Jewish Resis
tance, 1939-1945, wyd. przez I. Kowalskiego i in., (Brooklyn, New York, Je
wish Combatants Publishing House, 1991, vol. IV, s. 390-391): Komendant na
szej bazy wydal rozkaz, aby wszyscy zdolni do walki mezczyxni przygotowali
sie w ciagu godziny do wykonania operacji... Widzialem partyzantow nadchod
zacych z roznych kierunkow, z roznych oddzialow. ... Nasz oddzial dostal r
ozkaz zniszczyc wszystko, co sie rusza i spalic wies do fundamentow. O dok
ladnie oznaczonej godzinie wszyscy partyzanci na wszystkich koncach wsi ro
zpoczeli zalewac wies ogniem karabinow i karabinow maszynowych, wraz z kul
ami zapalajacymi. Spowodowalo to zapalenie sie slomianych strzech domow. W
iesniacy i maly niemiecki garnizon odpowiedzial ciezkim ostrzalem, lecz po
dwoch godzinach wies wraz z ufortyfikowanym schronem zostala calkowicie zn
iszczona. Nasze straty wyniosly dwoch ludzi, ktorzy zostali lekko ranni.
Kolejny zydowski autor - Rich Cohen opisywal w ksiazce The Avengers (New Y
ork: Alfred A. Knopf, 2000, s. 145): Partyzanci - Rosjanie, Litwini i Zydz
- zaatakowali Koniuchy od pol, ze sloncem swiecacym im w plecy. Doszlo do
strzalow z karabinow maszynowych z wiez straznikow. Partyzanci odpowiedzieli
ogniem. Chlopi ukryli sie w swych domach. Partyzanci rzucali granaty na da
chy i domy eksplodowaly w plomieniach. Inne domy zostaly podpalone pochodn
iami. Chlopi uciekali przez
drzwi domow i uciekali uliczkami. Partyzanci s
cigali ich, zabijajac strzalami mezczyzn, kobiety, dzieci. Wielu chlopow u
ciekalo w kierunku niemieckiego garnizonu, przy cmentarzu na krancu miasta.
Komendant partyzantow, przewidziawszy ten ruch, umiescil grupe ludzi ukryt
ych za grobami, Gdy ci partyzanci otworzyli ogien, chlopi zawrocili, tym r
azem jednak trafiajac na zolnierzy, idacych od tylu. Setki chlopow zginely,
schwytane w krzyzowy ogien.
Puszcza Rudnicka osmielila sie bronic
Z ksiazki Isaaca Kowalskiego A Secret Press in Nazi Europe (op. cit., s. 4
05-407) znane sa nazwiska niektorych zydowskich partyzantow z Puszczy Rudn
ickiej: Israel Weiss, Schlomo Brand, Chaim Lazar, Jacob Prener, Isaac Kowa
lski, Zalman Wolozni.
Co spowodowalo te tak okrutna masakre chlopow ze wsi Koniuchy? Polscy chlopi
ze wsi Koniuchy, w poblizu Puszczy Rudnickiej, zorganizowali jednostke sam
oobrony, ktora miala za cel chronienie wsi przed ciaglymi rekwirowaniami z
ywnosci przez wpadajace do wsi jednostki partyzanckie. Stad, pod koniec kw
ietnia 1944 r., wedlug zydowskich xrodel, wybrano wies Koniuchy dla aktu z
emsty i zastraszenia. Zydowski autor Chaim Lazar (op. cit., s. 174-175) pr
zedstawia wies Koniuchy jako rzekome centrum intryg przeciwko partyzantom. Z
kolei Isaac Kowalski pisze, ze Koniuchy znajdowaly sie dziesiec kilometrow
od bazy partyzanckiej, ale nigdzie nie wspomina, aby mieszkancy wsi uczest
niczyli w tropieniu partyzantow zydowskich czy sowieckich. (Jak komentowal
polonijny autor z Kanady Mark Paul, takie dzialanie byloby samobojcze dla
samych chlopow). Kowalski zarzuca mieszkancom Koniuchow, ze strzelali do p
artyzantow przechodzacych przez wies dla wykonywania roznych niewyszczegol
nionych po imieniu waznych i niebezpiecznych misji. Zdaniek Marka Paula, nic
nie zmuszalo partyzantow do ciaglego przechodzenia przez wies oddalona o 10
km od ich bazy dla wykonywania misji i widoczne jest, ze chodzilo o rekwir
owanie zywnosci. Wedlug polskiego historyka Kazimierza Krajewskiego (w ksi
azce Na Ziemi Nowogrodzkiej, s. 511-512) wies Koniuchy nie byla zadna fort
eca, a caly "arsenal" chlopow skladal sie z kilku zardzewialych karabinow.
Krajewski przypomnial rowniez, ze 27 kwietnia 1944 r., na krotko przed ata
kiem na Koniuchy, sowieccy partyzanci zaatakowali mala wioske Niewoniance,
ktora wspierala Armie Krajowa. Wymordowano dwie rodziny czlonkow AK - osiem
osob - a ich domostwa spalono do fundamentow.
JERZY ROBERT NOWAK
fragment wiekszej calosci